Link 13.01.2011 :: 03:11 Komentuj (0)
Berlin










Lauenburg..



i Hamburg











a teraz.. powrót do.. rzeczywistości.. nie całkiem rzeczywistej :-)





Link 02.11.2010 :: 12:25 Komentuj (0)
Najcieplejsze miejsce w Europie na przełomie października i listopada... gdzie ? Andaluzja !!!
Ludzie przesiadujący wieczorami na ulicach i popijający wino to normalny widok... hmm, gdyby tak się dało we Wrocławiu :-)

Impresje... miejsca, kolory... magicznie.









































...



Link 28.08.2010 :: 18:18 Komentuj (0)
na koniec jeszcze kilka fotek z drogi powrotnej... (drogi mlecznej to be exact;)




po przekroczeniu granicy Ukraińskiej (jadąc na stopa z gościem, który wyglądał jak 'dobry mafioso') zabraliśmy do auta Janka i Rafała, wracających z Gruzji po miesięcznej tułaczce. Wylądowaliśmy w Czerniowcach, miejscowości z ciekawą historią i wieloma wpływami kulturowymi.. (na początku myślałem, że były kiedyś polskie, bo na dworcu były żeliwne słupy z napisem 'wyprodukowano w Krakowie', czy coś w tym stylu). Po kupieniu biletu na nocny pociąg do Lwowa zabraliśmy się za penetrowanie zakamarków miasta:











w miejscowym antykwariacie wystawione było polskie godło, za jedyne 420 dolców:-)


lokomotywka


ekipa w komplecie na dworcu w Czerniowcach


Rano dotarliśmy do Lwowa i postanowiliśmy pochodzić jeszcze kilka godzin po starówce, więc nabierało się jeszcze więcej fotek tego, co tu dużo gadać, magicznego miasta:


















po czym wsiedliśmy w marszrutkę do granicy (przejście w Medyce), przeszliśmy ją na piechotę (10minut i zrobione, bezkolejkowo).. potem już tylko minibusik do Przemyśla i wio pociągiem do Kraka!




Tak więc zakończyła się mega-wyprawa.. sporo zostało zwiedzone, ale i sporo zostało jeszcze do zwiedzenia!
;-) Definitywnie Ukraina i Rumunia mają mnóstwo zajebistych klimatów do zaoferowania, plus magiczne przeżycia, spotkania z interesującymi ludźmi i czarodziejskie miejsca... ale uwaga : nie znajdziesz tego w wakacjach typu 'all inclusive' lub 'VIP Romania tour' ;-)



Link 18.08.2010 :: 15:20 Komentuj (2)
Po zwiedzeniu Sinaia, lekko zmarnowani fizycznie, poszliśmy na wylotówkę łapać stopa. Pani z przydrożnego kiosku wyszła nas zapewnić, że tu nie mamy szans nikogo zatrzymać, i że mamy sobie iść, gdy zatrzymał się nam miły pan Enache Konstantinos.


Rozmowa na początku rozkręcała się ciężko, bo nie znaliśmy rumuńskiego, ale rozmawialiśmy non-stop przez ponad dwie godziny :-) W ruch poszły słowa z wszystkich języków świata (łącznie z migowym) i szybko się zaprzyjaźniliśmy.. do tego stopnia, że pan Enache pokazał nam cały Bukareszt, do którego dojechaliśmy już w nocy, i zawiózł nas na stację kolejową pomagając nam kupić bilet. Odzyskałem wiarę w ludzką życzliwość :-)


Bukareszt nocą:






Po podróży nocnym pociągiem wylądowaliśmy o piątej rano w Konstancy, starym porcie czarnomorskim. Zaraz po opuszczeniu budynku dworca i opędzeniu się od pań oferujących pokoje ('cazare, cazare!') i panów taksówkarzy chcących nas zawieźć gdziekolwiek dusza zapragnie (za odpowiednią cenę oczywiście), powędrowaliśmy przez centrum na plażę i wskoczyliśmy do morza!





(i zjedliśmy kanapki z tutejszym pasztetem, mniam;-)

Pobłądziliśmy jeszcze trochę po mieście i wsiedliśmy do busa do Tulczy (w sumie dość spontaniczna decyzja, bo nie wiedzieliśmy gdzie pojechać.. inną opcją było też starożytne miasto Histria, ale to chyba zostawimy na kolejną wycieczkę)


Tulcza (po środku mapy) jest bazą wypadową na całą deltę Dunaju. Rzeka rozgałęzia się na trzy odnogi (tudzież ramiona (?)), my popłynęliśmy tą środkową, Suliną.


W oczekiwaniu na prom postanowiłem chwilowo stać się farmerem :>




Podróż wodolotem przez Sulinę


Tak to właśnie wylądowaliśmy na plaży i dzikim campingu.. poranek wyglądał czadowo








Podczas kilkudniowego pobytu spotkaliśmy ciekawych ludzi i zobaczylismy fajne miejscówki.. oczywiście nie zabrakło cygańskiej orkiestry dętej.




Trzeciego dnia zaczepiliśmy miejscowego watażkę rzecznego i kupiliśmy sobie godzinną wycieczkę w poszukiwaniu Pelikanów..




Stara opuszczona latarnia morska


























Mapka podróży.. na żółto auto-stop, niebiesko pociąg, zielono autobus, czerwono trasa piesza.. (coś jakby pomarańczowy jako prom)


Droga powrotna do Tulczy, tym razem statkiem pasażerskim - 4h podróży (wodolot 1,5h)






Targowisko - Tulcza


Z Tulczy złapaliśmy autobus do Gałacza (Galati) i przekroczyliśmy Dunaj.. chcieliśmy jakoś dostać się do Suczawy, np stopem, ale okazało się, że ze stacji kolejowej jeździ nocny pociąg na północ.






Poranna Suczawa i monastyry z malowidłami na wewnętrznych ścianach.. w środku odbywała się msza, niesamowity klimat! Zapach kadzideł i monotonne śpiewy, półmrok i mało ludzi.. wow (weszliśmy tylko na chwilę zobaczyć).






Dom Polski w Suczawie


Tradycyjne jedzonko - mamałyga (kaszka ukryta pod jajkiem)


W busiku do granicy Ukraińskiej





..c.d.n




Link 17.08.2010 :: 08:07 Komentuj (0)
Sighisoara pokazala nam na koniec swoje bardzo ciekawe, burzowe oblicze :-)



po czym wyruszylismy w podroz stopem do Braszowa..


przyjazny kierowca tira zabrał nas z wylotówki i po dwóch godzinach byliśmy już u celu.


Braszów:






Z Braszowa po dłuższej i trudnej debacie decyzyjnej;-) pojechaliśmy wieczornym pociągiem do Sinaia.. po drodze dowiedzieliśmy się empirycznie, że pogłoski o magiczności Rumunii są zupełnie prawdziwe. Pociąg się zatrzymał w Busteni, i nie chciał jechać dalej.. po ponad godzinnym nieplanowanym postoju wyczytaliśmy w przewodniku, że Busteni jest najlepszą bazą wypadową w góry Bucegi. No i wio.. wysiadka, i zaczynamy szukanie noclegu. Po 30tu minutach znaleźliśmy się w czarodziejskim pensjonacie, gdzie spędziliśmy relaksującą noc (przy okazji zostałem okrzyczany przez tubylców, że mam kupić sobie górskie buty, bo trzeba mieć respekt do gór:). Oczywiście dostaliśmy też mnóstwo dobrych rad, no i konkretne bekonowe śniadanie :-) Po tej mini-przygodzie rozpoczęliśmy wędrówkę :


..do pokonania mieliśmy 1100m w pionie.. lekki hardkorek, ale daliśmy radę.










Po wspinaczce po skałach (ok 45-60 stopni nachylenia) dotarliśmy do schroniska (nie ma to jak dobra chińska zupka na pokrzepienie)




Reszta (2.5h) trasy to już płaskowyż, więc też bardziej zrelaksowane tempo


uowiecki.. duzo uowiecek..















Schronisko Omu, najwyżej położona baza dla turystów w Rumunii.






Wracając następnego dnia, mijaliśmy malowniczą dolinę Muminków.. niestety nie mieliśmy czasu zejść i się przywitać, więc pomachaliśmy tylko z daleka Włóczykijowi grającemu na harmonijce ;>


górska woda zdrowia doda!


Darowaliśmy sobie zejście z powrotem po stromiźnie (z plecakami jest trudniej, niż pod górę), i zjechaliśmy kolejką


..po czym przeszliśmy się obczaić Sinaia i drakulowatą architekturę miasta..